Monż pojechał, daleko, daleko, hen hen..na Banacha.. Po 1,5 roku od zarejestrowania, odezwali się.. Dziś mija tydzień i 1 dzień kiedy mąż siedzi w Warszawie, z dala od żony, Jędrka i pracy..
Biopsja zrobiona, badanie krwi także, nawet do tuby rezonansowej mi go wsadzili.. i co z tego skoro do dziś wyników badań nie ma.. A w ogóle to biedny ten mój mąż, taki posiniaczony.. Ech spuścić chłopa z oczu..
A ja przykładna żona spędziłam 6 godzin w pociągu, ażeby spędzić po tygodniu nie widzenia 7h z mężem… Nie powiem, stęskniłam się jak diabli. Na szczęście udało się wyskoczyć ze szpitala na ten czas i połazikować po Warszawie..
Wracaj misior.. już postawiłam Ci diagnozę! Przecież wiesz, że na lenistwo aż tak długo nie powinno się leżeć.. A najlepszym lekarstwem na Lenia jest praca, dużo pracy..
A wczoraj maluszkowi podskoczyła temperatura do 38,8 i o dziwo wyczułam kolejne zębiska, no i mamy już ich 6
Tylko te że by to tak dziwnie mu idą.. Mamy 2 górne jedynki i 2 dolne, prawą dwójkę i prawą czwórkę albo piątkę [te tylne w każdym bądź razie].. Na wszelki wypadek odwiedziliśmy całodobowego Pana Doktora :] Na szczęście gardełko ok, uszka ok i po osłuchaniu stwierdził , że albo mały nieszkodliwy, 2-3 dniowy wirusek, albo zębiska..
Dziś Jędruś miał już lepszy humor i niższą temperaturę,,,









