Uśmiechnąłem się do wczorajszego wpisu mojej żony, ale dopiero po tym jak zobaczyłem, że przeczytało go 150 osób… uśmiechnąłem się po tym jak sobie wyobraziłem, jak wyglądały i kim były te złe kobiety
te żony zołzy, te niedobre, nieszczęśliwe stworzenia skrzywdzone przez nieczułych i niereformowalnych mężów…
.
Bo z wami to tak jest. Jak nie ma się do czego przyczepić, to słoik dżemu na stole przeszkadza. Ale jak trzeba coś załatwić w banku, urzędzie, czy gdzieś podzwonić to mężuś… mężuś najlepszy jest.
Inna kwestia, że mężowi stojące skarpetki żony, czy majciochy nie przeszkadzają, bo to takie drobne, niegodne uwagi szczegóły. Jak się o nie mąż potknie, to podniesie i wrzuci do kosza.
Ogólnie kobiety nie mogą zrozumieć jednej rzeczy: faceci myślą inaczej. Pamiętam jeszcze za czasów kawalerskich, popsłuła mi się lampa. Taka sufitowa, z czterema kloszami. Nie zastanawiając się długo, założyłem zwykłą metalową oprawkę i wkręciłem żarówkę energooszczędną. Żarówka dobrze mi służyła chyba przez ponad rok. Ale co się nasłuchałem w czasie tego roku… to moje. A prawda jest taka, że pewnych szczegółów typowy facet po prostu nie zauważa
. Ten minimalizm jest uwarunkowany genetycznie. Są sprawy mało ważne i ważne. Mało ważne mogą poczekać. A już zupełnie absurdalne jest przypuszczenie, że typowy mąż będzie sam, z własnej inicjatywy podejmował pewne działania. Owszem, jak żona poprosi, to zrobi. Czasem niechętnie. Czasem dla świętego spokoju, ale żeby sam? Bez przesady! Wśród mężów dominuje zasada, którą mądrzy ludzie o ścisłych umysłach i szybkich palcach skrócili do czterech liter: KISS. I nie ma to nic wspólnego z czułościami. Keep it simple, stupid! I to jest dewiza chyba większości rozsądnych samców.
Żona zresztą ma też dość wybiórczą percepcje, ale to temat na osobny wpis. W skrócie, z żoną jak z szefem. Widzi tylko te złe rzeczy i to najczęściej jakieś mało istotne
. Zapomniałbym dodać, z pominięciem siebie. Inna kwestia, że jakbym zaczął żonie wywlekać pewne historie, to zrobiłby się z tego bloga serial wenezuelski, tylko po co? Eh. Kobiety. Wy! Niedobre! Kochane.
Aaa! I jeszcze jedno: uleganie to nie skutek tresury, czy jak to żona nazwała – nauki. To uleganie. Z miłości. Z dobrej woli. Chęci kompromisu. Męża nie da się wytresować!
. Można go co najwyżej skłonić do współpracy.