I już nie bobik tylko bobik Kubuś
. Szkoda tylko że mama Kubusiowa w szpitalu. Ale może szybko wróci, głupio tak spać w pustym łóżku (właśnie mi tu mówi przez tel. że jej dobrze… cała Kasia
).
Wczoraj w nocy znów wylądowaliśmy w Żeromskim. Całe szczęście, że to nie cholestaza, a ja skłaniam się do http://en.wikipedia.org/wiki/Pruritic_urticarial_papules_and_plaques_of_pregnancy w skrócie PUPP, sugerowanego przez panią dermatolog. Kurczaczek dostał dziś w nocy dwie kroplówki i zastrzyk i jest trochę lepiej. Za chwile kolejny zastrzyk. Oby pomogło. Żal patrzeć jak się męczy i drapie do krwi.


