Jest synek!!!

Wczoraj w nocy obudziłem się w pustym łóżku. Żona niedługo potem wróciła, nieco zmartwiona, bo brzuszek boli i lekko krwawi. Bolący brzuszek to były skurcze, tylko wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy :).

O 10.15 urodził się nasz śliczny synek (ok. Kasia jak zwykle skomentowała, że małe brzydactwo, ale już dziś zmieniła całkowicie zdanie).

Jakubek i jego pierwsza godzina

Dzieciątko zaraz po urodzeniu i ogrzaniu wylądowało u tatusia na 30 minut (Kasię trzeba było pozszywać a w międzyczasie ktoś się maluszkiem musiał zająć). Poród był z tych szybkich, aczkolwiek bardzo bolesnych (w sali porodowej byliśmy od 4 rano, Kuba urodził się o 10 ). Byłem z żonką cały czas do samego końca i nie wyobrażam sobie żeby była tam sama.  Znieczulenia brak (trochę się żona złościła na naszą panią doktor, ale być może dzięki temu poród trwał krócej i bobik dostał 10 pkt. w skali Apgar).

Pare słów o samym Szpitalu Narutowicza: porodówka i sala do porodu rodzinnego – połączenie późnego Gierka z latami 90-tymi 20 wieku ;), ciasno ale praktycznie, nieco widać brak funduszy – hotel 5-gwiazdkowy toto nie był (sala obok nie miała ani toalety ani wanny). Lekarka (Pani dr. Maria Szczawińska nasz lekarz prowadzący) – super, była z nami do końca porodu, mimo że bez przerwy biegała na salę operacyjną. Położna – Pani Jola – genialna kobieta – opanowanie, doświadczenie, pewność siebie… a przy tym kultura i umiejętność rozmowy z człowiekiem (dużo się nasłuchałem o podłych, złośliwych położnych). Oddział noworodkowy – inna historia. Wysoki standard „hotelowy”, jednak w tzw. systemie hamerykańskim ma się wrażenie bycia pozostawionym samemu sobie. Gdyby nie to, że pofatygowałem swoje cztery litery i poprosiłem w trochę zabawny, trochę cyniczny sposób o pomoc, pielęgniarki nie powiedziałby by nam chyba nic, a przecież do takiego maluszka potrzebna jest dobra instrukcja obsługi :).

Mamusia i maleństwo

Ma to też swoje dobre strony. Gdyby nie takie wrzucenie na głęboką wodę, pewnie bałbym się maluszka wziąć na ręce, czy cokolwiek z nim zrobić… Toż to takie maleństwo – maleństwo może tak, ale gumowe i mocne. Jak się mu coś nie podoba to najpierw się krzywi, potem wrzeszczy. Złapanie za nogę, ręka pod pupe i pod główkę – i mały gotowy do „transportu” nawet przez tatusia.

Tatusiowie tyż karmią

Na zakończenie dwie uwagi – po pierwsze – chopy – rodźcie z waszymi żonami, nie byćta miętkie. To ważne i wytłumaczenie, że kobiety od zawsze rodziły same jest bardzo kiepskie.

Druga – po raz pierwszy w życiu zakochałem się w chłopaku 😉

Karate kid 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s